Archiwa tagu: wywiad

Wywiad z prezes: Mija rok naszej działalności!

WYWIAD Z DOROTĄ PIOTROWSKĄ ze SPÓŁDZIELNI SOCJALNEJ „ARKA”

arka1

„Proszę powiedzieć, jak długo działacie już Państwo jako spółdzielnia?

Jesteśmy świeżynką na rynku. 10 października minął rok od wpisu spółdzielni do KRSu, pralnia zaczęła działać 19 listopada 2012 r. Niedawno minął rok naszej pracy.

Jak pamięta Pani „początki” spółdzielni i jak to się stało, że założyliście Państwo spółdzielnię socjalną, a nie komercyjną firmę? Czy byliście Państwo wcześniej zaangażowani w sektor ekonomii społecznej?

Pracowałam sporo lat w koncernie i nie myślałam raczej o żadnych zmianach, (choć od czasu do czasu chodziło mi coś po głowie), ale zachorowałam. Niestety to był rak. Wtedy zaczęłam przewartościowywać swoje życie. W Gostyniu nie działał klub amazonek, więc jak tylko doszłam do siebie to założyłam stowarzyszenie. Teraz w czerwcu będziemy mieć piątą rocznicę. Wtedy, kiedy działaliśmy w stowarzyszeniu to spotkałam się z działaniem lokalnym, bo wcześniej, kiedy pracowałam dla biznesu nie miałam czasu zajmować się działalnością na rzecz społeczności lokalnej. Stowarzyszenie dosyć prężnie działało i było postrzegane, jako takie, które robi coś fajnego. Dzięki temu miałam okazje poznać fajnych ludzi. Na jednym ze spotkań w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej (MGOPS), Pani Kierownik dała mi książkę wydawnictwa Stowarzyszenia na rzecz Spółdzielni Socjalnych. Wzięłam ją, przewertowałam też ustawę o spółdzielniach socjalnych, zobaczyłam „z czym to się je”. Sama ekonomia społeczna nie była mi zupełnie obca, bo sama jestem po ekonomii, no ale musiałam się dokładnie dowiedzieć co to jest. Skonsultowałam ten pomysł z Panią Lucyną, z moją siostrą i zapytałam: „To co dziewczyny, robimy coś?” (śmiech).

Wtedy moja siostra pracowała i była koordynatorem usług opiekuńczych w firmie, która wygrała przetarg w MGOPS. Dlatego też pomyślałyśmy, że moja siostra w tej spółdzielni też mogłaby to robić. No więc okazało się, że w naszej grupie są takie osoby, które jak by to młodzież powiedziała „to jara”. Zebraliśmy się. Ja byłam od czytania i przekazywania informacji. Zdecydowaliśmy się pojechać do Stowarzyszenia na Rzecz Spółdzielni Socjalnych w Poznaniu i po kilku telefonach udało nam się umówić. Pojechałyśmy tam z gotowym scenariuszem. Do dziś Jarek Wypyszyński ze Stowarzyszenia śmieje się, że my od początku wiedziałyśmy co dokładnie chcemy robić. Ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że ci młodzi ludzie, mają dużą wiedzę i dobrze działają. Na wszystkie pytania dostałam konkretne odpowiedzi i to było naprawdę miłe zaskoczenie, że trafiłam do odpowiednich ludzi, którzy są na odpowiednim miejscu. Szacun dla nich wielki.

Dowiedzieliśmy się wtedy, że są jeszcze pieniądze na spółdzielnie z projektu 7.2.2., należało tylko przygotować projekt. Zrobiłyśmy to, ale okazało się, że z naszej grupy założycielskiej tylko dwie osoby kwalifikują się do dofinansowania. Ruszyłyśmy mimo wszystko w tej rekrutacji i pomyślnie ją przeszłyśmy. Jak dostałam już tą rozpiskę z konkretnymi terminami, to zadzwoniłam do Jarka (Wypyszyńskiego, kom. KCH) i powiedziałam: „Wiesz co Jarek, ja rezygnuję z tego projektu”, on zapytał: „Wiesz co robisz?”, a ja: „Nie wiem”. Bo okazało się, że ten projekt przejdzie na rok 2013 dopiero, a myśmy sobie już umyśliły przetarg… Wcześniej informowałam się w Urzędzie Pracy, bo przecież rekrutacja w tym projekcie nie była pewna, chciałyśmy sprawdzić inne możliwości. No i w urzędzie okazało się, że jeżeli mamy osoby o statusie osoby bezrobotnej to dostaniemy pieniądze. Miałyśmy dwie takie osoby, na które dostałyśmy 28 tys. Zł. Z projektu otrzymalibyśmy 40 tys., ale zdecydowałyśmy, że jeżeli chcemy wystartować w tym przetargu to musimy z czegoś zrezygnować. Tak powstała pralnia. Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasze zasoby prywatne mogły nam pomóc w rozkręceniu tej działalności, bo przecież wstępne wyposażenie pralni to jest około 50 tys. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy na początku są w takiej dobrej sytuacji. Tak ruszyła pralnia. Potem w grudniu ruszył przetarg i udało się nam go wygrać: co prawda 10 groszami, ale się udało. Prawdopodobnie ma coś się zmienić w ustawie o zamówieniach publicznych, cierpliwie czekamy ….

A co z klauzulami społecznymi?

Hm… To jest wciąż bardzo mało znane rozwiązanie. Wygrałyśmy ten przetarg, ale nie jestem z tego do końca zadowolona, ze względu na cenę. Przetarg był tylko na rok, więc to było czasowe rozwiązanie. Rozmawiałam z burmistrzem i mówiłam, że może formę przetargu można by było zmienić na konkurs, bo wtedy się ogranicza liczbę zainteresowanych. To też nie powiedziane, że byśmy ten konkurs wygrali, ale firmy komercyjnie nie mogłyby brać udziału w tym konkursie. W tym roku jeszcze będzie rozpisany przetarg, może coś się zmieni w następnym.

Wspomniała Pani o władzach lokalnych, proszę powiedzieć czy samorząd lokalny wspiera Państwa spółdzielnię?

Powiem tak: jednostki samorządu terytorialnego, wsparcia mogą udzielić poprzez rozpisanie konkursu na jakieś zadanie, do którego Spółdzielnia może przystąpić. Natomiast jeżeli chodzi o rozmowę w celu uzgodnienia jakiś naszych pomysłów, działań to jak najbardziej. Ostatnio rozmawiałam z Panem starostą i mówiliśmy, że w ramach ekonomii społecznej brakuje takiej podstawowej edukacji społeczeństwa, a także urzędników. Bo jak tylko pojawiła się w mediach gostyńskich informacja, że powstaje spółdzielnia socjalna, to od razu pojawiły się komentarze, że to kołchozy pracy, wyzysk ludzi…(…)”

Cały wywiad dostępny na stronie ROPS. 

Polecamy!